ożenek

Przezabawne zdarzenie w dwóch aktach

"Ożenek. Zdarzenie całkiem niewiarygodne w 2 aktach" w reż. Moniki Dobrowlańskiej w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Pisze Agnieszka Misiewicz w Teatraliach. Kolejna, po "Amadeuszu", koprodukcja poznańskich teatrów: Wielkiego i Polskiego to dowód na to, że współpraca tych dwóch zespołów naprawdę się opłaca. "Ożenek. Zdarzenie całkiem niewiarygodne w 2 aktach" według Modesta Musorgskiego i Mikołaja Gogola to nie tylko najwyższych lotów komedia, ale i nadal aktualny obrazek z życia społeczeństw. […] Nad pozostałymi elementami góruje jednak znakomita gra aktorów, decydując o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Nie posiadając wiedzy na temat, kto z którego teatru pochodzi, na pierwszy rzut oka bardzo trudno rozróżnić aktorów od śpiewaków - ci drudzy w większości naprawdę dorównują kolegom z Polskiego. Wspaniały jest Tomasz Raczkiewicz (Teatr Wielki) w roli oficera marynarki Żewakina. Nawet kiedy opowiada o Sycylii i Włoszkach-pączuszkach, w jego głosie wyraźnie słychać wojskowy dryl, widać też pedanterię w każdym ruchu, jak choćby w machinalnym strzepywaniu niewidocznych okruszków z munduru. Jego postać o swoim fachu zapomina chyba tylko dając fantastyczny popis przy pieśni "O sole mio" - emocje tak ponoszą Żewakina, że ląduje nawet na stole, niczym na scenie. Pocieszny jest Andrzej Szubski (Teatr Polski) jako uroczy jąkała Anuczkin, tocząc swą batalię o sprawę najważniejszą przy ożenku - umiejętności lingwistyczne przyszłej żony. Cóż z tego, że Anuczkin nie powie po francusku ani słowa - kobieta musi znać ten język i już. Wzroku nie można oderwać też od nieśmiałego Podkoliosina (Andrzej Ogórkiewicz z Teatru Wielkiego) czy pewnego siebie egzekutora mienia - Jajecznicy (Wojciech Kalwat - Teatr Polski). "Ożenek" zdecydowanie aktorstwem stoi. Odtwórcy każdej z ról umiejętnie budują obraz świata, który w gruncie rzeczy od wieków pozostaje bez zmian. Choćby ślubne wiano było nie wiadomo jak kuszące, ludzie wciąż, nie wiedzieć czemu, uciekają w popłochu od najważniejszych w życiu decyzji, od odpowiedzialności. Najnowsza premiera Gogolowskiego dzieła z wdziękiem przypomina te całkiem niewiarygodne dylematy kawalerskie.

"Przezabawne zdarzenie w dwóch aktach"
Agnieszka Misiewicz
Teatralia Nr 17/30.04.12

 

Teatr eksperymentujący, opera poszukująca

Opera wyrosła z wprowadzenia do teatru śpiewu i muzyki. Teatr bez muzyki i śpiewu także często nie potrafi się obejść. Taka synteza sztuk nie jest jednak rzeczą łatwą; obie dziedziny posługują się nieco innym językiem i poetyką. Artyści z Teatru Wielkiego i Teatru Polskiego (obie instytucje poznańskie) pod wodzą Moniki Dobrowlańskiej spróbowali skrzyżować operę z teatrem opartym na komedii Gogola i uzyskali ciekawą hybrydę pod tytułem "Ożenek". […] Pierwszy akt przypomina zdecydowanie operę, choć kameralną. Aktorzy śpiewają do muzyki skomponowanej przez Musorgskiego, lecz nie są to potężne arie (jedyny naprawdę wybitny popis solowy pojawi się dopiero w następnym akcie w wykonaniu Tomasza Raczkiewicza), a raczej dialogi, wzajemne przerzucanie się wyśpiewywanymi frazami.

Ewelina Szczepanik
Teatr dla Was 22-04-2012

„Ożenek” hybrydyczny


Wyreżyserowany przez Monikę Dobrowlańską „Ożenek” to kolejna odsłona prowadzonego przez Teatr Wielki cyklu „Opera kieszonkowa”, w ramach którego prezentowane są kameralne utwory operowe. Realizacja ta odbiega jednak od innych przedstawień, z jakimi dotychczas mieli okazję zapoznać się widzowie. Ze względu na to, że Modest Musorgski skomponował zaledwie część pierwszego aktu opery, po czym zarzucił pracę nad nią, twórcy spektaklu postanowili uzupełnić istniejące libretto tekstem komedii Gogola, na której opierał się kompozytor. Powstało więc dzieło hybrydyczne, łączące teatr muzyczny z teatrem mówionym, a śpiewaków wsparli aktorzy Teatru Polskiego, w koprodukcji z którym przygotowywane było przedstawienie. […] W roli Jajecznicy dobrze sprawdza się Wojciech Kalwat, zainteresowanie budzi też Tomasz Raczkiewicz jako Żewakin – sztywny, zamknięty w wojskowej formie kapitan, rozmawiający z innymi i poruszający się, jakby wciąż był w armii. W jednej ze scen wskakuje jednak na fortepian i brawurowo wyśpiewuje Agafii pieśń „O sole mio” (to jeden z momentów, w których hybrydyczna konstrukcja spektaklu ujawnia swój potencjał, a zestawienie aktorów operowych i dramatycznych daje ciekawy efekt).

Tomasz Kowalski
czwartek, 26 kwietnia 2012