LA SERVA PADRONA

Bijatyka z noszeniem pięknej kobiety na ramieniu, osiemnastowieczna intryga z... telefonem komórkowym i hip hopem w najlepszym operowym stylu - czego jak czego, ale takiej opery z pewnością nie spodziewali się poznańscy melomani...

Zabawna historyjka opowiada o perypetiach pewnego bogatego Włocha Uberto (w tej roli Andrzej Ogórkiewicz) z nieznośną, choć śliczną i pełną wdzięku służącą serpiną (Barbara Gutaj). Serpina nie jest wzorem służącej - spóźnia się, nie wykonuje swoich obowiązków, no i kłóci się z pracodawcą. 

Cierpliwość Uberta wyczerpuje się, gdy dziewczyna spóźnia się o... kilka godzin do pracy. W dodatku wcale nie przychodzi sama - po długiej i malowniczej awanturze musi ją w samej bieliźnie przynieść na ramieniu służący Uberta, Vespone (Tomasz Raczkiewicz).  Uberto ma dość i postanawia się ożenić w nadziei, że być może żona utrzyma w ryzach niesforną dziewczynę. 

Ale pomysł, by mieć panią, wcale się Serpinie nie podoba, bo woli nią sama zostać. Dziewczyna namawia Vespone, by udawał jej niezwykle groźnego narzeczonego, kapitana Nawałnicę. Ten wkracza zamaszyście na scenę i żąda od Uberta posagu dla Serpiny, by mógł się z nią ożenić. Przestraszony Uberto woli jednak sam ożenić się ze służącą niż wydać tyle pieniędzy - i w ten sposób Serpina osiąga wymarzony cel, czyli staje się panią...

Na pierwszy rzut oka historia dość banalna, nie odbiegająca schematem od innych oper buffo. Bo tym, co sprawia, że obejrzenie i wysłychanie "La serva padrona" staje się wyjątkowym i niezapomnianym przeżyciem, są wykonawcy. Trudno się nie zachwycić perfekcyjnymi kreacjami tak wokalnymi jak aktorskimi Andrzeja Ogórkiewicza, Barbary Gutaj i przede wszystkim - niezrównanego Tomasza Raczkiewicza w roli Vespone. Ich doskonałym uzupełnieniem są muzycy z Orkiestry Collegium Musicum Poznań, którymi zza klawesynu dyrygował równie doskonały Francesco Bottigliero. Wszyscy oni sprawili, że banalna opera stała się prawdziwym miniaturowym komediowym arcydziełem. 

Reżyserii Natalii Babińskiej zawdzięczamy niekonwencjonalne podejście do opery: od wprowadzenia w scenerię XVIII-wiecznego salonu telefonu komórkowego, z którego nie może zadzwonić Uberto, bo Serpina zabrała mu baterię, po dodatek słowa mówionego. Vespone pełni rolę kogoś w rodzaju narratora, zachwycając przy okazji niezrównanym talentem komediowym i wspaniałym głosem, który zdecydowanie za rzadko można usłyszeć w Poznaniu. 

Poczuciem humoru wykazała się także scenograf Diana Marszałek: jej wersja stroju kapitana nawałnicy, będąca czymś pomiędzy mundurem kapitana Fracasse a eleganckim strojem hiphopowca wręcz powaliła publiczność na kolana. Jeśli dalsze realizacje będą na tym samym poziomie, to bardzo szybko dyrektor Znaniecki będzie musiał przenieść Operę Kieszonkową do znacznie większej sali, by pomieściła wszystkich chętnych.